Byłem dziennikarzem. Wszyscy pytają, kiedy wracam?

Drukuj

25 lat. Nawet trochę więcej tego się nazbierało. Radia, gazety i telewizje. I nagle ciach. Koniec. Czy mi żal? Tak. Ale wcale nie tego co myślicie.

Nie żal mi splendorów (nie przypominam sobie bym jakoś szczególnie z powodu miejsca pracy takich doświadczał), nie żal mi sławy (historia o pani z pociągu, która rozpoznała we mnie fachowca od pieca gazowego, sprowadza bardzo na ziemię), nie żal mi pięknych garniturów i koszul od stylistów (choć bywały piękne krawaty…). żal mi tego, że dzisiaj uprawianie tego zawodu różni się niemal wszystkim od tego, co było gdy ja zdobywałem swoje pierwsze szlify. Powiecie, że zmieniły się w ciągu ćwierćwiecza narzędzia oraz gusta odbiorców. To prawda. Ale nie zmieniły się zasady podstawowe albo raczej nie powinny się zmieniać. Informacja staje się informacją publiczną, gdy można ją potwierdzić w trzech niezależnych źródłach, rzetelna informacja to taka, która przedstawia racje wszystkich stron, opiera się na prawdzie, nie miesza się informacji z komentarzem, itp., itd.

Jest inaczej. Liczy się to, kto pierwszy. Nie ma czasu na rzetelne zbadanie sprawy. Ma być szybko i przystępnie, co zazwyczaj znaczy powierzchownie. A jak się po wszystkim okaże, że jednak było inaczej? No to co? W najgorszym razie opublikuje się sprostowanie. Ono już straciło swoja przerażającą moc. Teraz to normalka. W epoce fake newsa półprawda już nie jest kłopotem. Całkowita nieprawda, to „odmienna interpretacja faktów”. Dzisiaj nie ma problemu z rzucaniem oskarżeń, które oparte są na pomówieniach. Chłopcy i dziewczęta, którzy przed chwilą jeszcze zasiadali w ławkach uczelni, pouczają swoich gości jak uczniaków. Ogłada nie istnieje. I nie chodzi mi o to, by mizdrzyć się do gości, by nie zadawać im trudnych pytań, by przyłapanych na kłamstwie nie „rozwalcować”. Chodzi o podstawy. Dziennikarz nie jest stojakiem pod mikrofon. Nie jest też rzecznikiem którejkolwiek ze stron. Ma być zaangażowany w prawdę, a nie w stronę sporu. Tak mało i zarazem tak wiele.

Internet to osobna „para kaloszy”. Tam już zasad nie ma żadnych. Dziennikarstwo obywatelskie to fenomen. Ogromna wartość. Człowiek zaangażowany, to podstawa społeczeństwa obywatelskiego, którego tak bardzo trzeba każdej populacji. Jestem bardzo zainteresowany rozwojem dziennikarstwa obywatelskiego, ale pod jednym drobnym warunkiem. Także tu mają obowiązywać podstawowe zasady opisujące warsztat dziennikarza, zaklęte w jednym słowie – rzetelność. Dzisiaj to słowo nie cieszy się specjalną popularnością… A może jest zwyczajnie niezrozumiałe. Taki retrosuchar dla tetryków. Hamulec dla rozwoju błyskotliwych karier gwiazd Internetu… Mam odpowiedź na to pytanie, ale zostawię ją dla siebie.

Dlatego, jeśli słyszę pytanie – kiedy wracam do mediów? To moja odpowiedź dzisiaj brzmi: Zgubiłem drogę i na razie nie mogę jakoś jej odnaleźć…

Czytaj również
  • Mu Zakk

    Gdybym nie zarejestrował wszystkich Pańskich nieuczciwości dziennikarskich, pewnie kiwałbym z uznaniem nad głębią Pańskiego tekstu i diagnozą choroby współczesnegodziennikarstwa. A tak..
    PS. Chyba że ten tekst jest jakąś formą wyznania win. Wtedy O.K.