Narodowa miłość wybiórcza, czyli jak kochamy tylko niektórych

Drukuj

Polska biało-czerwona. Flagi w oknach, na samochodach, na twarzach i gdzie jeszcze dusza zapragnie. Niejeden polityk oddałby duszę diabłu za choćby część tej miłości jaką Naród obdarzył naszą reprezentację piłkarską. A wystarczyło zagrać troszkę lepiej niż dotychczas. Ale wielkie patriotyczno - piłkarskie emocje już za nami. Więc i narodowe romantyczne uniesienie to przeszłość.

„No i zaczynamy zabawę. Jutro eliminacje na 800m Mistrzostw Europy w Amsterdamie. Ciekawe czy ktoś w PL ma z tego powodu flagę na aucie?? A może ktoś wziął wolne w pracy żeby zobaczyć najlepszych Polskich lekkoatletów w akcji?? W sumie po co…mamy w naszej reprezentacji tylko Mistrzów Świata i Rekordzistów Świata, nic wielkiego…” – napisał wczoraj na Facebooku Marcin Lewandowski –  mistrz Europy w biegu na 800 metrów, czwarty zawodnik mistrzostw świata, uczestnik Igrzysk Olimpijskich. Sarkazm mistrza rozumiem i podzielam. Bo w czym gorszy jest mistrz świata w rzucie młotem, albo mistrz olimpijski w pchnięciu kulą od piłkarza, który wraz z drużyną doszedł do ćwierćfinału Mistrzostw Europy? To pytanie retoryczne. Doskonale rozumiem argumenty o dysproporcji popularności piłki kopanej i lekkiej atletyki. Z oczywistościami nie dyskutuję. Mało tego, piekielnie się cieszę z tego, że ludzie pokochali tak reprezentację piłkarską i polskie barwy narodowe. Chciałbym jednak, by ten sam rodzaj patriotycznego uniesienia towarzyszył nam przy KAŻDYM sportowym sukcesie Polski. A jest ich niemało. Jesteśmy Mistrzami Świata w siatkówce! Pamiętacie o tym jeszcze? Są mistrzostwa Europy w LA, są szanse medalowe. Ktoś wywiesi dzisiaj flagę na samochód? A co będziemy robić podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio gdy nasi będą walczyć o medale? Pokażmy, że nie jesteśmy piknikami i Januszami, tylko PRAWDZIWYMI KIBICAMI! Proszę…

Czytaj również