Nowe chłopy

Drukuj

Ludowcy mają nowych ludzi. John Abraham Godson i Ludwik Dorn. Jeszcze nie w partii, jeszcze nie w klubie (Dorn), ale już w masowej wyobraźni. Polskie Stronnictwo Ludowe przyciąga ludzi jak magnes. Zwłaszcza tych “rycerzy bez ziemi”...

John Godson mógł być gwiazdą Platformy.

Nawet przez moment był. Gdy premier Donald Tusk triumfalnie swoją karawaną przejechał nowootwarty odcinek autostradu A2, z Warszawy do Łodzi, na obiad wstąpił właśnie do Godsona. Ależ to był medialny spektakl. Wtedy wszyscy chcieli posła Johna zaprosić do studia. Dziennikarze wręcz zabijali się o wywiady. I ta bajka mogłaby trwać dłużej, gdyby nie to że Godson zapragnął być bardziej pastorem (faktycznie jest duchownym protestanckim) niż posłem. Godsonowi przestała się podobać liberalna linia jego partii. Dlatego, gdy PO postanowił opuścić Jarosław Gowin, John Godson natychmiast poszedł w jego ślady. Razem tworzyli nową formację – Polskę Razem. Partia notująca iluzoryczne poparcie nie dawała żadnych szans na utrzymanie poselskiego mandatu. Godson postanowił więc szukać innej drogi. I znalazł. Poszedł do PSL-u. Najzabawniejsze jest jednak tłumaczenie deputowanego, który mówi że szczęście znalazł w objeciach ludowców, bo ci “w głosowaniach światopogladowych nie mają dyscypliny klubowej”. Brawo.

Inna bajka to Ludwik Dorn (bajkopisarz).

Kiedy był w PiSie nazywano go trzecim bliźniakiem, obok Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Jego pozycja w partii była niekwestionowana. Aż została zakwestionowana. Przez najwyższe czynniki. A to oznaczało, że błyskotliwa kariera u boku Jarosława Kaczyńskiego dobiegła końca. Dorn znalazł bezpieczną zatokę w postaci Solidarnej Polski, która okazała się tak cicha, że nawet wyborcy o niej zapomnieli. Kilka tygodni temu pojawiła się plotka, że Dorn zasili szeregi Platformy Obywatelskiej. Hałasu było sporo, okazało sie że to hałas o nic.

Teraz wreszcie ta dornowa odyseja zdaje się kończyć. PSL otwiera szeroko swe ludowe ramiona i z radością wita Ludwika Dorna. Na razie nieoficjalnie.

Strategia Janusza Piechocińskiego jest prosta.

Im więcej szabel, tym silniejsza formacja. Prezes PSL zdaje się jednak nie wyciągać wniosków z poważnych kłopotów w jakie wpędził się jakiś czas temu koalicjant. Ten wiekszy. PO też chciała mieć szerokie skrzydła. W partii byli Gowin i Palikot. Skutek tego był taki, że pod partyjnym dywanem aż buzowało. Dzisiaj w PO nie ma już ani Gowina, ani Palikota. Został środek. PSL być może chce się na własnej skórze przekonać, że szeroko rozwinięte skrzydła, w przypadku polityki, wcale nie muszą oznaczać długiego i pięknego lotu.

Czytaj również