Sulik kontratakuje!

Drukuj

Iwona Sulik – do wczoraj rzecznik rządu, zwolniona za – jak powiedziała premier Ewa Kopacz - „niedopuszczalne" działania – chce bronić swego dobrego imienia. Straszy sądem tych, którzy sugerują, że doradzała opozycji w kwestiach politycznych.

Iwona Sulik napisała w oświadczeniu, że „wszelkie twierdzenia, z których wynika lub może wynikać, że przyjmowałam zlecenia od polityków opozycji na szkolenia medialne w czasie współpracy z Ewą Kopacz, nie mają żadnego potwierdzenia w faktach. Podczas rozmów z posłami opozycji, poza spotkaniem z posłem (Przemysławem) Wiplerem w 2013 roku, nie wyrażałam nawet swojej opinii na temat ich przygotowania medialnego”. Prosty wniosek – ktoś tu kłamie – albo Sulik albo Wipler. Ten ostatni wczoraj zapewniał, że była rzeczniczka rządu „udawała dziennikarkę” gdy ćwiczyli sobie wywiad dziennikarski. To co to było, jeśli nie szkolenie medialne? Udawała i nie komentowała „medialnego przygotowania” Wiplera? To po co było to spotkanie?
Pani Iwona Sulik walczy o zachowanie twarzy. Ma do tego prawo. Szukam jednak logiki w tych wydarzeniach i decyzjach. Bo jeśli Sulik ma rację, to dlaczego premier Ewa Kopacz uwierzyła tabloidowi, oraz posłowi opozycji, który – delikatnie rzecz ujmując, pani Kopacz nie rozpieszcza, i wyrzuciła swoją bliską współpracownicę z roboty? Nie powiedziała przy tym, że jej wierzy i daje jej szanse na oczyszczenie (jak mówił Tusk o Nowaku), ale uznała że o działaniach Sulik nic nie wiedziała i było to „niedopuszczalne”.
Czy pani Iwona Sulik poda do sądu także Ewę Kopacz?

Czytaj również