Umarł król, niech żyje król(owa)…

Drukuj

Wszyscy widzieli, że jest źle a jednak informacja o śmierci Józefa Oleksego dziś rano, to był wstrząs.

 

Były premier i Marszalek Sejmu to była niezwykle barwna postać polskiej lewicy, człowiek który tej stronie sceny politycznej przez lata nadawał intelektualny ton. Moje pokolenie pamięta dobrze kryzys związany z zarzutami wobec Oleksego, że jest Olinem – współpracownikiem rosyjskich służb specjalnych. Te zarzutu zrujnowały błyskotliwie rozwijającą się karierę polityczną Oleksego, wówczas premiera RP. Czy były prawdziwe? Do dziś są tacy, którzy święcie w to wierzą. Ale Józef Oleksy za szpiegostwo nie został skazany, nie spędził w więzieniu ani dnia. A jednak smród tych oskarżeń ciągnął się za nim do końca. Jeśli to faktycznie była prowokacja służb specjalnych, to była wyjątkowo podła i wyjątkowo skuteczna. Ja zapamiętam kilka rozmów, które odbyliśmy oficjalnie i kilka nieoficjalnych, korytarzowych. Te drugie były ciekawsze. Józef Oleksy był miłym, ciepłym i spkojnym człowiekiem. I umysł miał ostry jak brzytwa. Serio.
Nie mam cienia wątpliwości, że lewica straciła wielkiego człowieka.
Ale przyroda podobno nie znosi próżni, więc oto kilka godzin po śmierci Oleksego, szef SLD postanowił przedstawić nową gwiazdę lewicy. To Magdalena Ogórek – kandydatka SLD na prezydenta RP. Termin prezentacji wyjątkowo niefortunny. Po pierwsze – Oleksy. Po drugie – seria zamachów terrorystycznych w Paryżu. Jeśli ta kandydatura miała mieć odpowiednio głośny oddźwięk medialny, to kierownictwo SLD kompletnie nie wyczuło chwili. A zdaje się, że Magdalena Ogórek potrzebuje dziś mediów jak nigdy. Doktor historii kościoła, która do tej pory bywała mediach głównie po to by komentować sensacje związane z Watykanem i ludźmi Kościoła Katolickiego, w szerokim odbiorze nie kojarzy się z polityką. A przecież ma bardzo dobre kompetencje. Ogórek, rocznik – 1979, pracowała już w administracji publicznej, a wcześniej ukończyła studia w European Institute of Public Administration w Maastricht i integrację europejską na UW. Ostatnio była komentatorką telewizyjną. Rzecz w tym, że wyborca dziś nie ma o tym pojęcia. Zaklęcia Leszka Millera deklarującego, że Magdalena Ogórek to symbol odrodzenia zmiany pokoleniowej, nic nie dadzą jeśli Sojusz nie zacznie cieżko pracować na swoją nową liderkę. Potencjał jest. Przykład Jacka Jaśkowiaka z Poznania dowodzi, że nawet ktoś bez znanego nazwiska i bez szans na wygraną, ciężką pracą, w odpowiednich okolicznościach ma szanse na wyborczy sukces. Ale spokojnie… Lewica ma do odrobienia mnóstwo lekcji i do zdania sporo egzaminów. Pierwszy dziś koncertowo oblała…

Czytaj również